Ukraina 2002 - czyli wycieczka po Wołyniu

Trasa:

strona główna





Jeśli podoba Ci się ta strona, zagłosuj na nią:

Wyprawy Rowerowe
Rowery Top Lista
Ukraina 2002 - czyli wycieczka po Wołyniu

WSTĘP

Czemu Wołyń? Ponieważ mam tam rodzinę i krewnych. Dlaczego zdecydowałem się na opis, tak krótkiego wyjazdu rowerowego? Bo dostarczył mi i Wojtkowi wielu niezapomnianych wrażeń. Nic więcej nie będę pisał. Reszta w relacji.


Adam         wrzesień 2005


5. IX. 2002

Zdołbunów-Ostróg

 

Gorąco i duszno. Czekam na szary tłum. Ten zabierając swoje tobołki, torby i koszyki, pchając się niemiłosiernie, powoli zmierza w kierunku wyjścia. Ktoś krzyczy, komuś się coś rozsypuje na ziemię, ktoś kogoś popycha... W końcu mogę wyprowadzić rower z przedziału. Wraz z człowiekiem, który także podróżował ze swoją „Ukrainą” wyjmujemy nasze pojazdy z rozgrzanego wagonu. Jest już grubo po południu gdy ląduję na peronie stacji końcowej Zdołbunów. Stąd jest jeszcze 40 kilometrów do Ostroga.

            Droga strasznie się dłuży. Słońce chowając się za wołyńskie drzewa i pagórki przypomina, że wkrótce zaśnie. Jezioro, las, pagórek, następny pagórek, dym... Do miasta dojeżdżam, gdy zapada zmierzch.


Julia Zygmuntowa Dolhowa

Kościół i klasztor kapucynów
Ostróg nad Horyniem - dawny kościół i klasztor kapucynów. Dzisiejsza Akademia Ostrogska.

Zamek książąt Ostrogskich
Ostróg - zamek książąt Ostrogskich

 

6. IX. 2002

Ostórg

 


Ostróg 900 lat

Ostróg to dawne miasto książęce. W XVI wieku było centrum potężnego latyfundium Ostrogskich - jednego z największych na terenach Rzeczypospolitej. Po dawnej "wielkości" tego ośrodka niewiele pozostało...



Na ławeczce
W parku na ławeczce

Dziś to typowe prowincjonalne miasteczko o mieszanej zabudowie. Sporo drewnianych domków z ogródkami, kilka bloków nad którymi góruje zamek i złote kopuły cerkwi zamkowej – ślady dawnej świetności grodu. Jest także, kościół katolicki, bramy wjazdowe, ruiny synagogi oraz Akademia Ostrogska – czyli dawny klasztor ojców Kapucynów. Wszystko to porozrzucane i przemieszane stanowi dość przypadkową układankę. W środku miasteczka znajduje się spory plac – tu zapewne przy gmachu partii jeszcze kilkanaście lat temu stał dumnie pomnik Włodzimierza Ilicza. Dziś zbiera się młodzież - najczęściej wieczorami gdy jest już zupełnie ciemno (w Ostrogu nie ma latarni lub gdy są - nie świecą się). Młodzi rozmawiają, wesoło chichoczą, słychać ich głosy, krzyki lub dźwięk rozbijanego szkła.



Kościół w Ostrogu
Ostróg nad Horyniem - Kosciół p.w. Wniebowzięcia NMP

 

7. IX. 2002

Ostróg

 

Przyjeżdża Wojtek. Razem planujemy krótką wyprawę rowerową przez Wołyń. Mamy namiot, butle z gazem, palnik, menażki – wszystko co trzeba aby rozbić „obozowisko”. Nasze krótkie spodenki przyciągają wzrok ostrożan. Ludzie się nam przyglądają z ciekawością. Raz gdy przechodzę koło grupy młodych chłopaków słyszę za swoimi plecami cichy śmiech i określenie „artist”. Tu po ulicy w krótkich spodniach chodzą tylko dzieci. Dorosłym i młodzieży chyba już nie wypada - co innego nam artystom...


Karetki pogotowia
Ukraińska służba medyczna

 

8. IX. 2002

Ostróg – Międzyrzecz Ostrogski – Nowomalin – Buszcza – Buderaż – Sujmy – Stupno

 

Deszcz, poranna msza, błogosławieństwo księdza Witolda. Ludzie spod kościoła dziwią się, że chcemy jechać do Tarnopola na rowerach. Ostrzegają, że „mogą nas napaść, pobić, zabić”, że różni zbóje mieszkają na Wołyniu, proszą abyśmy byli ostrożni.

Po mszy czeka nas prawdziwa uczta u naszych gościnnych gospodarzy. Na stole jest wszystkiego w bród – ilości niemożliwe do zjedzenia na raz. Pamiętam tylko dzieło Tani: pomidory z serem żółtym i majonezem oraz „butterbrody” mojej babci Julii. Wszystko to zakrapiane winem i samogonem. „A czy od tego samogonu nie ślepnie się?” – pytam. „A gdzież to! Gdyby się ślepło to u nas każdy chodziłby ślepy...”. Nieco wstawieni i mocno obżarci wstajemy od stołu. Bardzo syto kończy się pierwsza część dnia.


Wasia i Wania
Po południu z pomocą Wasi i Wani szykujemy nasze wehikuły.

Po południu z pomocą Wasi i Wani szykujemy nasze wehikuły. Sakwy lądują na bagażnikach. Niebo nie wróży niczego dobrego, jednak jest lepiej niż rano, czasem prześwituje słońce. Przezornie, gdzieś na wierzchu bagażu ukrywamy peleryny...

   

           Ruszamy. Droga na Dubno nie zaczyna się najlepiej. Asfalt jest, ale w postaci szczątkowej. Sporo dziur i łat, aż strach rozpędzać się w czasie zjazdów.

Z daleka widzimy ogromną cerkiew w Międzyrzeczu Ostrogskim. Jest ona jedną z zabytkowych atrakcji na naszej trasie. pochodzącą z początku XVII wieku. Gotycko-bizantyjska budowla wraz z zespołem klasztornym jest otoczona 1,5 metrowymi murami obronnymi. Wszystko to z bliska wydaje się po prostu kolosalne. Pomiędzy budynkami klasztoru przechodzą brodaci mnisi. Wyraźnie boją się aparatu fotograficznego, zakrywają twarze. Wchodzimy do środka cerkwi, zaczepia nas jeden ze starszych mnichów. Pokazuje wnętrze, potem opowiada o klątwie, jaka została rzucona na ród Ostrogskich. Według niej jeżeli któryś z książąt ośmielił się zmienić wyznanie, miał zostać ukarany brakiem męskiego potomka. Klątwa spełniła się na Januszu Ostrogskim, który zmienił wyznanie z prawosławnego na katolickie. Po śmierci księcia Janusza, Ostrogscy znikli z „panteonu wielkich” Rzeczypospolitej . Później rozmowa z mnichem przechodzi na tematy czysto religijne, czyli: czemu prawosławie jest lepsze od katolicyzmu. Niestety z powodu braku wiedzy teologicznej, chęci, czasu, a przede wszystkim słabej znajomości języka ukraińskiego nie jesteśmy w stanie nawiązać dialogu. Szybko kończymy rozmowę, wsiadamy na rowery i uciekamy w kierunku Nowomalina.



Międzyrzecz Ostrogski
Międzyrzecz Ostrogski - obronna cerkiew

Międzyrzecz Ostrogski

 Droga robi się jeszcze gorsza niż przedtem. Zamiast asfaltu pojawiają się „kocie łby”, po których nie sposób jechać na rowerze. Najłatwiej jest podążać z boku, gdzie zbiera się kurz i nie trzęsie tak bardzo. Utrzymanie prędkości 20 kilometrów na godzinę graniczy raczej z cudem.



Ukraiński futbol
Mecz piłki nożnej: gra drużyna z Nowomalina

W Nowomalinie droga się kończy. Najgorsze jest to, że nie widzimy żadnej innej idącej w kierunku Dubna. Jakieś górki i dołki, kręcimy się trochę po rozwalającym się kołchozie, oglądamy ruiny pałacu, a raczej ścianę, która po nim została... Aż strach pomyśleć co stało się z jego właścicielami. W końcu jednak znajdujemy niewielką ścieżkę, którą podążamy przez las. Po 10 kilometrach dojeżdżamy do wioski Buszcza. Kolejny rozwalający się kołchoz i wiejskie zaniedbane chaty. Jakieś babiny prowadzą krowy po piaszczystej drodze. Widzimy sporo pijanych mężczyzn na uliczkach. Większość z nich ubrana jest w garnitury, zataczają się, patrzą „spode łba” kilku z nich krzyczy coś do nas. Do tego głośna skoczna muzyka, towarzysząca lokalnemu weselu... Wszystko to wprawia nas w dość dziwny nastrój, który bynajmniej nie zachęca do zatrzymania się, ale wręcz do gwałtownego przyspieszenia. Przy wyjeździe z wioski, żegna nas ukraińska krasotka i napis „Szczasliwoj dorogi”. Po kilkuset metrach jesteśmy szczęśliwi – zaczynają się „kocie łby”...


Szczasliwo dorogi
Szczęśliwej drogi !

Buderaz
Cerkiew w Buderażu

Kierownica drga, wnętrzności się trzęsą, chwilami osiągamy nawet zawrotną prędkość 14 km/h. Wojtek kręci nosem, że droga jest dziadowska. I tak już do końca dnia. Gdy robi się ciemno rozbijamy namiot w obszernym wąwozie pod wsią Stupno. Miejsce nie jest rewelacyjne, płynący nieopodal strumyk jest bardzo mętny i nieładnie pachnie. Nie mamy jednak wyboru trzeba gdzieś spać.


Wieczorem
...Gdy robi się ciemno...

 

 

9. IX. 2002

Stupno – Klincy – Zdołbica – Dubno – Smiga – Krzemieniec

 

Rano budzą nas okrzyki pasterzy, odgłosy krów i łamanych krzaków koło namiotu. Okazuje się, że „nasz wąwóz” służy za pastwisko dla liczącego sobie kilkadziesiąt krów stadka. W słońcu woda w pobliskim strumyku przypomina kolorem tę wiślaną... Nie mamy ochoty na mycie. Szybko zwijamy namiot i ruszamy. Staramy się jechać gruntową ścieżką oddaloną nieco od głównej „autostrady”, biegnącą jednak równolegle do ulubionych „kocich łbów”.


Pasterka
Pasterka


Wojtek Wołyń 2002
Na zadymionym Wołyniu

Widoki piękne: pusta gruntowa droga, lasy, pagórki, dolinki. Słońce mocno grzeje – nie sprawdziły się nasze obawy pogodowe. Mimo pięknej aury, powietrze jest mało przejrzyste. Od początku wyjazdu cały Wołyń objęty jest spontaniczną akcją pt. „wypalanie traw i krzaków”. Gęsty dym ścieli się na polach, ogranicza widoczność, drażni nos i oczy. Gdyby nie zapach możnaby pomyśleć, że to mgła. Na polach palą się ogniska a ludzie wykopują ręcznie kartofle z ziemi. Pracują całe rodziny, młodzi i starzy, pomagają sąsiedzi, znajomi, przyjaciele... Kopią motykami, łopatami, rękoma, czym tylko się da. Czasami pomaga koń z kopaczką do ziemniaków. Plony z pola są zwożone na wozach drabiniastych, rowerach lub samochodach - „maszinach”. W ten sposób mieszkańcy wsi zaopatrują się w ziemniaki na zimę. Macham na przywitanie i robię zdjęcie kopiącym. Pada pytanie „Zwidki Wy?”. Odpowiadam, że z Polszczi. „Aaaa ...u nas byli susidy Paliaki...”. Wolimy nie pytać jaki los spotkał sąsiadów. Żegnamy się i jedziemy dalej.


W polu
W polu


W polu
"U nas byli susidy Paliaki"

 Po kilku kilometrach znowu czekają nas ukochane kamyczki, a ja „łapię na nich dętkę”. Całemu wydarzenu, moim przekleństwom przygląda i przysłuchuje się młody przedstawiciel nacji ukraińskiej. Pomaga mi "reperować". Szybka naprawa i możemy posuwać się dalej. Niestety „cudowna” nawierzchnia ukraińskich dróg towarzyszy nam, aż do Dubna.


Obserwator
Młody przedstawiciel nacji ukraińskiej

Po trudnej trasie, gdy dojeżdżamy do celu, odpoczywamy i śniadaniujemy. Napychamy się bułkami, ciasteczkami, lodami, wszystko to popijamy ukraińskim jogurtem. Trudno jest się teraz zmobilizować do obejrzenia turystycznych atrakcji Dubna. Zabytki miasta: cerkiew, 3 kościoły i zamek nie robią na nas oszałamiającego wrażenia, dlatego wkrótce ruszamy w kierunku Krzemieńca.


Dubno - pałac
Dubno, pałac Dunin - Karwickich

Nie ma mowy o bocznych drogach. Tym razem decydujemy się pojechać główna trasą. Nie jest bardzo zatłoczona, a nawierzchnia znacznie lepsza niż na poprzednich odcinkach. Za to kierowcy, jeżeli są, to jeżdżą ja wariaci. Przy samym wyjeździe z Dubna, Wojtek prawie wpada pod koła nadjeżdżającej z przeciwka Łady. Właściwie to ta Łada, wyprzedzając na trzeciego prawie zmiata go z drogi. Gdyby nie sprawny ruch wojtkowej kierownicy i szybkie odbicie w prawo, mogłoby się źle skończyć. Kilkanaście kilometrów dalej ja mam bardzo podobne zdarzenie, tylko że wjeżdża na mnie ciężarowy Ził. Zjazd do rowu ratuje mi życie. Mamy wrażenie, że wielu ukraińskich kierowców, albo nie umie jeździć albo jeżdżą ślepi, pijani po samogonie. Standardem jest nie zachowywanie dystansu przy wyprzedzaniu i trąbienie na cyklistów. Może na Wołyniu rowerzysta nie ma prawa jeździć po szosie?


Pasterka


Bryczka
Sfotografowani gdzieś na Wołyniu, przy drodze między Dubnem a Krzemieńcem

Wieczorem dojeżdżamy do Krzemieńca. Jesteśmy spoceni, zmęczeni i trochę mamy dość trasy jak na dzisiaj. Nie chcemy biwakować. Na szczęście udaje się znaleźć niewielki hotelik, gdzie po krótkim targowaniu decydujemy się zostać.

 

10. IX. 2002

Krzemieniec – Wiśniowiec – Zbaraż – Czernichiwcy - Tarnopol

 

Kościół Jezuitów
Krzemieniec - kościół Jezuitów

Jezuickie schody
Jezuickie schody

Dzień rozpoczynamy od zwiedzania Krzemieńca. Miasteczko jest całkiem ładne, jednak mocno zaniedbane - z budynków odchodzą tynki i farba. Część z nich jest właśnie odmalowywana. Okazuje się, ze remont jest wykonywany naprędce ponieważ za dwa tygodnie mają tu przyjechać prezydent Kwaśniewski i Kuczma. Ciekawie wygląda przestrzeń pomiędzy: Soborem św. Mikołaja, klasztorem Jezuitów i słynnym Liceum Krzemienieckim. Tak jak w wielu radzieckich miastach i tu wybudowano coś co miało na celu odwrócenie uwagi mieszkańców od obiektów sakralnych. Tym czymś w Krzemieńcu jest ogromny plac-cmentarz, żołnierzy Armii Radzieckiej – bohaterów i zwycięzców „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945”. Przy cmentarzu znajdują się także pomniki wyżej wymienionych „gierojów”. Kolejną atrakcją Krzemieńca jest dworek-muzeum Juliusza Słowackiego. Niestety okazuje się, że jest ono chwilowo nieczynne ponieważ wszystkie zbiory wyjechały do Polski (o ironio losu).


Kościół franciszkanów
Krzemieniec - kościół i klasztor franciszkanów. Dziś cerkiew p.w. św. Mikołaja.

Pocieszamy się więc wycieczką na górę Bony, gdzie znajdują się ruiny zamku wybudowanego przez księcia Witolda. Stąd też roztacza się najpiękniejszy widok na zadymione miasto.


Krzemieniec z góry
Krzemieniec - widok z góry

Krzemieniec - zamek
Krzemieniec - zamek

Jest piękna pogoda, wiatr mamy w plecy dlatego przemieszczamy się dość prędko. Okolice Krzemieńca są górzyste. Jadąc w kierunku Tarnopola ciągle gdzieś wjeżdżamy lub zjeżdżamy. Powoli przyzwyczajamy się też do drogowych zwyczajów tutejszych kierowców: oczy mamy szeroko otwarte. Po drodze zahaczamy o Wiśniowiec, gdzie oglądamy pałac Wiśniowieckich. Niestety budynek nie jest w najlepszym stanie, obecnie mieści się tu szkoła.


Wisniowiec
Wiśniowiec - pałac

Następnym przystankiem naszej wycieczki jest Zbaraż. Miasteczko opisywane przez Sienkiewicza okazuje się raczej brzydkie i zaniedbane. Po środku znajduje się wielki pusty plac, na przystankach autobusowych stoją ludzie i leżą pijani...

Wojtek w Zbarażu
Wojtek przejeżdża koło przystanku autobusowego w Zbarażu

Kościół i klasztor bernardynów otoczony jest drewnianym płotem tak, jakby był zupełnie opuszczony. W dość dobrym stanie znajduje się położony na ruinach dawnego zamku pałac. Do środka nie da się wejść – trwają prace remontowe. Jesteśmy nieco zawiedzeni, postanawiamy więc pocieszyć się. Plan obejmuje degustację miejscowych specjałów kulinarnych. Wkrótce więc lądujemy w centrum miasteczka i zajadamy się pysznymi pierogami – czyli po prostu „warennikami”. Całość popijamy ukraińskimi trunkami „rum z kolą” i „dżin z tonikiem”


Zbaraz - pałac
Zbaraż - pałac

Wojtek w parku
Wyjazd z parku pałacowego

Autobusy
Pętla autobusowa

Zbaraż
Zbaraż - klasztor bernardynów

            Późnym popołudniem opuszczamy Zbaraż. Przy zachodzącym słońcu, przez zadymione pagórki przedostajemy się do Tarnopola. Tutaj kończy się nasza trzydniowa wycieczka po Wołyniu.

 

Następnego dnia jest jeszcze podróż pociągiem i przygody z ukraińskimi przemytnikami, ale to już zupełnie inna historia.

 

zobacz mapkę przejazdu
przejdź do strony głównej